Przez blisko pięćdziesiąt lat ubiegłego stulecia jedna ze śródmiejskich ulic stolicy Węgier nosiła nazwę "Guszev". Znajdująca się tam płaskorzeźba przedstawiała walczącego żołnierza oraz napis: "Kapitan rosyjskiej armii, który walczył u boku Węgrów w powstaniu narodowowyzwoleńczym 1848-49 r." Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że postać kapitana Guszeva jest literacką fikcją węgierskiego pisarza Beli Illesa (1895-1974). Autor, silnie związany z ideologią komunistyczną, żyjąc przez wiele lat w bolszewickiej Rosji, w latach 40. napisał krótką nowelę o węgierskiej Wiośnie Ludów. Aby złagodzić nieco rolę bezdusznego agresora i w przychylniejszym świetle przedstawić "wielkiego sąsiada" stworzył postać dzielnego oficera, który oddaje życie zawolność Węgier! Wzruszające, prawda?
Tablica pamiątkowa na budynku przy ul. Bathoriego.
Ówcześni decydenci od propagandy szybko podchwycili pomysł pisarza i postanowili to uwiecznić niczym historyczny fakt. W 1951 roku ulicę Sas w V dzielnicy Budapesztu przemianowano na ulicę Guszeva. Uroczyście odsłonięto wspomnianą płaskorzeźbę.
Pozostaje pytanie: czy autor znał postać, która posłużyła za pierwowzór Guszeva? Jest niemal pewne, że tak. Urodzony w Koszycach i wychowany na Ukrainie Zakarpackiej Bela Illes był prawnikiem i dziennikarzem. Miał dostęp do radzieckich archiwów. Niewątpliwie znał historię związaną z Konradem Rulikowskim. Jednakże wjego propagandowej koncepcji o rosyjskim bohaterze nie pasowała jedna, podstawowa rzecz: narodowość. Rulikowski był Polakiem! Jestem przekonany, że w tym przypadku Bela Illes świadomie popełnił fałszerstwo.
Niniejsza publikacja ma na celu przywrócenie pamięci o tym zapomnianym polskim bohaterze. Myśl ta przyświecała wcześniej innemu członkowi Stowarzyszenia Bema - hr. Pawłowi Domszkyemu (1903-1974), który przez wiele lat zajmował się zbieraniem informacji o Rulikowskim. Jeszcze przed II wojną, gdy zamieszkiwał w Warszawie, prowadził intensywną korespondencję z potomkami jego rodziny: Włodzimierzem Rulikowskim, jego braćmi - Władysławem z Branicy i Mieczysławem z Lasek k/Grodziska Mazowieckiego oraz Wiktorem Rozwadowskim z Brzuchowic k/ Lwowa. Wybuch wojny, potem zerwane kontakty z krewnymi Rulikowskiego i niesprzyjające warunki ustrojowe nie pozwoliły mu na ziszczenie planów napisania monografii historii tej zasłużonej familii. Część zebranego przez Pawła Domszkyego materiału przed paroma laty trafiła w moje ręce. Będąc w posiadaniu tych materiałów za swój obowiązek wobec niego, i godnej naśladowania postawy martyrologa węgierskiej Wiosny Ludów, uznałem zrealizowanie jego zamierzenia: krótkiego przedstawienia legendarnej postaci, jaką jest niewątpliwie Konrad Kazimierz Rulikowski.
Ale kim był ów Rulikowski?
W Polsce o tej postaci praktycznie nikt nic nie wie. Na Węgrzech też tylko nieliczni znali to nazwisko, poznało je więcej osób od czasu, gdy w centrum Pesztu, na murze budynku Ministerstwa Rolnictwa od strony ulicy Batorego, obok istniejącej tam tablicy pamiątkowej księcia Mieczysława Woronieckiego, 4 listopada 1997 r. zawisła druga, czcząca imię Konrada Rulikowskiego. Na dobrą sprawę, jedynie w byłym węgierskim mieście Nagyvarad (obecnie Oradea w Rumunii), gdzie został stracony i pochowany, pamięć o nim nie zamierała i trwa do dziś.
Konrad Rulikowski - portret. Rysunek tuszem Lajosa Pandy'ego